Obchody 81. rocznicy Pacyfikacji Opatowca
W dniu 29 lipca 2025 roku miały miejsce obchody upamiętniające Mieszkańców Opatowca, którzy zostali zamordowani 29 lipca 1944 roku przez Niemiecki 111 Schutzmannschaft Batalion, wspierany przez zwerbowany na Ukrainie oddział Hilfspolizei.
Uroczystości rozpoczęły się od wspólnej modlitwy podczas Mszy Świętej celebrowanej przez księdza Grzegorza Szlenka- proboszcza Parafii pw. św. Jakuba Apostoła w Opatowcu.
Podczas uroczystości obecni byli: Sławomir Kowalczyk- Burmistrz MiG Opatowiec, Łukasz Marzec- Sekretarz MiG Opatowiec a zarazem Radny Rady Powiatu Kazimierskiego, Anna Klimaszewska- Luty- Skarbnik MiG Opatowiec, Henryk Kryca- Wiceprzewodniczący Rady Miejskiej wraz z Radnymi, Beata Adamczyk- Dyrektor Samorządowej Instytucji Kultury w Opatowcu, Sołtysi- w tym Alfred Minior- Sołtys sołectwa Opatowiec, Strażacy wraz z Prezesem OSP Opatowiec-Ryszardem Kłosem, delegacja Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość Obszaru Południowego z Prezesem Małgorzatą Janiec, a także Harcerze oraz Mieszkańcy gminy Opatowiec.
Po Mszy Świętej zebrani udali się na cmentarz parafialny w Opatowcu w celu złożenia wieńców i zniczy pod mogiłą ku Pamięci Ofiar Zbrodni.
Delegacja Mieszkańców Opatowca udała się do Dąbrowy Tarnowskiej, gdzie uczczono pamięć zamordowanych 29 lipca 1944 roku w lasku Danielnik 18 mieszkańców Ujścia Jezuickiego, Opatowca i Biskupic. Złożyli oni wiązanki i zapalili znicze pod pomnikiem upamiętniającym to tragiczne wydarzenie.
Burmistrz Miasta i Gminy serdecznie dziękuje wszystkim, którzy wzięli udział w upamiętnieniu
81. rocznicy Pacyfikacji Opatowca oraz tym, którzy aktywnie włączyli się w przygotowanie tego ważnego wydarzenia.
„15 lipca 1944 roku na rynku w Opatowcu doszło do starcia między oddziałem partyzanckim Armii Krajowej "Skok" a dwudziestoosobowym oddziałem żandarmerii niemieckiej. Niemcy, całkowicie zaskoczeni śmiałym atakiem, ponieśli dotkliwe straty. To wydarzenie, choć stanowiło sukces dla polskiego ruchu oporu, miało tragiczne konsekwencje dla mieszkańców Opatowca. Niemcy, rozwścieczeni stratami i nieustającą działalnością partyzancką na tym terenie, postanowili zemścić się na całej miejscowości.
Kolejne dni przyniosły jeszcze więcej napięć. 27 lipca, oddziały AK z pobliskich wsi, w tym z Ujścia Jezuickiego, Gręboszowa i Lubiczka, przeprowadziły udany atak na posterunek niemiecki w Dęblinie nad Dunajcem, który był obsadzony przez Ukraińców dowodzonych przez niemieckiego oficera. W wyniku tej akcji posterunek został rozbity, a jego komendant wzięty do niewoli. Został on przewieziony do Opatowca, gdzie przetrzymywano go do 29 lipca 1944 roku.
Zemsta Niemców za te działania była nieunikniona. Hitlerowcy postanowili spacyfikować Opatowiec, uważając go za jedno z najbardziej niebezpiecznych miejsc w regionie. Atak został starannie zaplanowany i przeprowadzony z niezwykłą precyzją. Zamiast atakować od strony głównych dróg, co mogłoby dać szansę na przygotowanie obrony, Niemcy zaatakowali z kierunku Nowego Korczyna, co było całkowicie niespodziewane dla mieszkańców i partyzantów.
29 lipca 1944 roku, krótko przed zmierzchem, na horyzoncie pojawiła się nieprzyjacielska kolumna wojskowa składająca się z około 50 wozów konnych, poprzedzanych przez pluton zwiadowców. Był to "Kosaken - Schuma - Batalion", ukraiński batalion dowodzony przez niemieckich oficerów, liczący 350 żołnierzy uzbrojonych w broń maszynową i granatniki. Miejscowi partyzanci, widząc nadciągające siły, natychmiast podjęli próbę powiadomienia swoich dowódców, w tym komendanta IV batalionu "Niebory" oraz dowódcy oddziału dywersyjnego "Oszczep", Stanisława Kopcia. Niestety, wsparcie, na które liczyli mieszkańcy Opatowca, nie nadeszło na czas.
Oddziały partyzanckie, świadome przewagi liczebnej i siły wroga, zmuszone były wycofać się z miejscowości, pozostawiając nieopatrznie niemieckiego jeńca. Młodzież, pełna obaw, szukała schronienia w piwnicach i sąsiednich wioskach, podczas gdy starsi mieszkańcy, chorzy, rodzice z małymi dziećmi oraz kilku żołnierzy AK pozostali w swoich domach, nieświadomi nadciągającej tragedii.
Ukraiński batalion wkroczył do Opatowca około godziny 17:00. Początkowo wydawało się, że żołnierze ograniczą się do zajmowania kwater i zarekwirowania niezbędnych zapasów. Jednakże, kiedy natknęli się na niemieckiego oficera, który opowiedział im o sytuacji w Opatowcu, scenariusz wydarzeń przybrał dramatyczny obrót. Żołnierze rozpoczęli brutalne rabunki i gwałty na kobietach, co spotkało się z desperacką obroną ze strony mieszkańców. Niemcy odpowiedzieli ogniem, nie oszczędzając nikogo – ani kobiet, ani dzieci, ani starców.
W miarę zapadania zmroku, partyzanci, którzy wcześniej wycofali się z miejscowości, postanowili spróbować odbić Opatowiec. Część z nich dotarła do rynku, jednak zostali zauważeni przez obsadzoną na dzwonnicy kościelnej załogę karabinu maszynowego, która natychmiast otworzyła ogień. Rozpoczęła się chaotyczna wymiana strzałów. Oddziały partyzanckie próbowały przejąć inicjatywę, ostrzeliwując wroga z różnych stron, jednak Niemcy, widząc zagrożenie dla swojej przeprawy przez Wisłę, zdecydowali się na radykalne działania. Użyli pocisków zapalających, które skierowali na plebanię i okoliczne domy, wzniecając pożary, które wkrótce pochłonęły dużą część zabudowań w rynku.
Około godziny 23:00, kiedy ostatnie grupy Ukraińców przeprawiły się na prawy brzeg Wisły, niemieckie moździerze rozpoczęły ostrzał rynku i okolicznych budynków, kończąc dzieło zniszczenia. Spalono 80 domów i zabudowań gospodarskich, a cała miejscowość została niemalże zrównana z ziemią.
Zródło: 80. rocznica pacyfikacji Opatowca: Pamięć o wydarzeniach wciąż żywa

